czwartek, 13 października 2011

Zmiany...

Z zasady lubię zmiany... Ale ta jedna, która nastąpi w ten weekend jakoś przyszła za szybko i nie jestem w stanie się z nią pogodzić... Otóż mój najlepszy przyjaciel się żeni... Niby nic a jednak wiele rzeczy, które do tej pory robiliśmy razem nie będą mogły mieć miejsca bo nie będzie miał na to już czasu... Najzwyczajniej w świecie nie będę mogła do niego przyjść np. na cały dzień i gadać o głupotach... no bo będzie miał żonę, będzie z nią mieszkał i to nie będzie wypadać, bo przecież teraz to będzie narzucanie im swojego towarzystwa... Wiele rzeczy już nie będzie wypadać... Takie już jest nasze społeczeństwo że małżeństwo zmienia wszystko nawet jeśli tego nie chcemy... Nagle małżonkowie i ich przyjaciele stają się niewolnikami konwenansów....

piątek, 12 sierpnia 2011

Dzieci i rodzice...

Powaliła mnie sytuacja z przedwczoraj... Idę przez park... na placu zabaw bawi się kilka dzieciaków i nagle słychać.... z parkingu oddalonego o jakieś 200 m drze się tatuś: Karolina i klaszcze... zaraz wtóruje mu mamusia rzeczonej Karoliny... Dziecko oczywiście nie reaguje (trudno się dziwić sama miałabym to w nosie mając 5 lat) więc krzyki i kleszczenie się powtarza dobre kilka razy zanim dziecko kończy zabawę i zmierza ku rodzicielom... Wniosek mój z tej scenki jest taki: po pierwsze rodzice  nie potrafią się zachować w miejscu publicznym bo zamiast drzeć się i uskuteczniać klaskanie powinni się ruszyć przejść te 200 m podejść do dziecka i powiedzieć mu z bliska że czas wracać; po drugie rodzice uczą dziecko dokładnie takiego samego zachowania; po trzecie i najważniejsze, a przynajmniej równie ważne co po pierwsze: dziecko to nie pies, a właśnie takie było moje pierwsze skojarzenie jak usłyszałam te wrzaski i dziecku też się należy szacunek a takie zachowanie je z tego obdziera...

niedziela, 31 lipca 2011

Apatia, czyli o znieczulicy społecznej

Stałam wczoraj na przystanku i czekałam na autobus... Jakiś chuligan coś się pienił do dwóch osób, które stały obok... uderzył w ścianę przystanku pięścią... odpalił papierosa... i dalej zaczepiał ludzi... nikt nie zareagował... nikt poza mną... każdy udawał że nic się nie dzieje... ja tak nie umiem... Ktoś by pomyślał że odważna jestem bo się postawiłam jakiemuś gościowi z recydywy... Odwagi to moim zdaniem w tym nie było, bo bałam się, jednak nie potrafię stać i udawać że nic się nie dzieje... Więc powiedziałam mu parę słów i się uspokoił... Ludzie się albo zazwyczaj boją w takich sytuacjach, albo mają to gdzieś... Uważam, że nie powinno się na takie rzeczy pozwalać bo wtedy ta cała hałastra uważa że im wszystko wolno, a w końcu przecież tak nie jest i nie może być by zwykli ludzie byli terroryzowani przez tych co się po prostu nie potrafią zachować... I jeszcze jedna rzecz mnie śmieszy... jak potem słyszę już jadąc autobusem jak już nie ma zagrożenia ze strony takiego elementu że ten czy tamten miał mu już pokazać albo go uderzyć, bądź też w inny sposób uciszyć... Ludzie potrafią naprawdę sporo mówić po fakcie, co by zrobili, ale jak przychodzi co do czego to ich paraliżuje strach...

wtorek, 26 lipca 2011

Savoir vivre autobusowe

Jak już kilka razy wspomniałam często jeżdżę autobusem, można wtedy zauważyć sporo ciekawych zjawisk. Wczoraj zaobserwowałam kolejną rzecz, która wymiera. Wedle zasad savoir vivre mężczyzna powinien wysiąść pierwszy z autobusu i pomóc wysiąść kobiecie z nim podróżującej przez podanie ręki. No i właśnie wczoraj po raz pierwszy w swoim życiu zobaczyłam taką sytuację. Straszy pan o lasce wysiadł pierwszy, po czym wyciągnął rękę prawdopodobnie do swojej małżonki (nota bene całkiem sprawnej fizycznie) i pomógł jej wysiąść. To pokrzepiające zobaczyć, że jednak dobre maniery się jeszcze gdzieś zachowały :) Szkoda tylko, że powoli wymierają niestety :(

niedziela, 26 czerwca 2011

Kochanka

Obejrzałam film i naszła mnie refleksja...Zastanawiam się co sprawia, że kochankę zawsze się postrzega jako te złą kobietę... Taki w końcu jest stereotyp... Zaś rzadko kiedy zwraca się uwagę na to, że kobieta, która staje się kochanką często o tym nie wie, a nawet jeśli wie to już nie potrafi się od takiego mężczyzny uwolnić czy po prostu odejść... ponieważ w końcu taka kobieta też potrzebuje miłości, czułości i poczucia bliskości z inną osobą. Jej również jest trudno... miota się nieraz pomiędzy odejściem a zostaniem przy boku mężczyzny którego tak naprawdę nie ma i prawdopodobnie nigdy mieć nie będzie... ale nie potrafi go zostawić... bo wrył się on zbyt mocno w jej serce... Myślę, że stereotypy za bardzo krzywdzą takie osoby... Moim zdaniem w tym wypadku głównym winowajcą jest mężczyzna, ponieważ to on wykorzystuję dwie kobiety... Facet jest po prostu egoistą... i naprawdę wg mnie bez znaczenia jest to jakie ma powody... nie ma to znaczenia, ponieważ swoim zachowaniem (nazwijmy to tchórzostwem) rani dwie a czasem więcej osób...

czwartek, 23 czerwca 2011

Menczydło

Byłam przez ostatnie kilka dni na wyjeździe. W sumie nie było źle, ale dziewczyna mojego kumpla zaczynała mnie już doprowadzać pod koniec do szału... Przynajmniej 20 razy dziennie go wołała by coś zrobił; a przynieś mi to; a pozmywaj; a gdzie idziesz; a chodź tam ze mną; a gdzie jesteś, ect... Powiem to w wielkim skrócie jak by mnie ktoś tak sobą zamęczał przez 24h to bym się delikatnie mówiąc bardzo zdenerwowała, co więcej już po dziesiątym razie kazałabym się takiej osobie "iść do diabła" i zrobić to czy tamto sobie samemu. W końcu każdy z nas ma dwie zdrowe ręce (przynajmniej w normalnych warunkach) i może sam sobie poradzić. Zaś mendzenie i pilnowanie kogoś tak w krok w krok też może w końcu doprowadzić do szału, bo mimo wszystko trochę swobody każdy z nas potrzebuje... Jeśli zaś chodzi o mojego kolegę to albo ma w stosunku do niej dużo cierpliwości albo ma to w poważaniu... szczerze mówiąc nie wiem która opcja jest prawdziwa.

sobota, 18 czerwca 2011

O miłości nigdy za wiele...

Czasami ma się wrażenie że ta cała miłość jest przereklamowana, ale kiedy idę ulicą i widzę parę staruszków, która trzyma się za ręce to aż mi się serce raduje... Bo jak ich widzę to wraca mi nadzieja że jednak są ludzie którzy są szczęśliwi w miłości i może mnie ta miłość szczęśliwa też w końcu zaszczyci.. może... Było by miło z jej strony, naprawdę miło :)

czwartek, 16 czerwca 2011

Kłamstwo i pół-prawda

Nie znoszę tak zwanych pół-prawd. Jak dla mnie to nadal kłamstwo... Mam kolegę który nie potrafi powiedzieć do końca prawdy, zawsze ale to zawsze jeśli już stosuje pół-prawdę, nigdy nie może powiedzieć normalnie od początku do końca jak to jest z daną sprawą. Przez te jego pół-prawdy ciągle wychodzą nieporozumienia i kłamstwa. On sam nie widzi problemu, ale ja szczerze mówiąc w nic mu przez to nie wierze. No nie potrafię, bo wiem że to co mówi ma na 100% drugie dno. Więc co zrobić z taką osobą? Najlepiej przestać jej słuchać i z nią rozmawiać, bo po co znowu słuchać kolejnych słów, które przerodzą się w kłamstwa....

środa, 15 czerwca 2011

Gdzie ci mężczyźni...

Ostatnio coraz bardziej razi mnie upadek szarmanckości u mężczyzn. Odnoszę wrażenie, że odkąd my kobiety dostałyśmy to całe równouprawnienie spora rzesza mężczyzn uważa że nie musi się już wcale wysilać na bycie kulturalnym i uprzejmym względem kobiet... no bo mamy to równouprawnienie jak chciałyśmy! Więc mamy się nie dziwić że traktują nas równo z facetami, na każdej płaszczyźnie. No cóż... ja jednak odnoszę wrażenie, że to dla niektórych jest jednak najzwyczajniej pretekst by pozostać leniwym i się nie wysilać względem nas.
Skąd ta myśl u mnie dzisiaj? A wzięła się ze zwykłej przejażdżki autobusem komunikacji miejskiej... Jadę sobie rano owym autobusem i widzę taką scenę: autobus zatrzymuje się na przystanku, ludzie wsiadają i wysiadają; i niby nic nadzwyczajnego gdyby nie to że wśród wsiadających jest młoda dziewczyna z dzieckiem w wózku, a w drzwiach stoi trzech panów i żaden brzydko mówiąc "dupy" nie ruszy by jej pomóc... po co przecież sama sobie poradzi... Ano poradziła sobie... Tylko niech panowie się potem nie dziwią jak panie uważają że do niczego nie są nam kobietom potrzebni....